poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Wiersze, którym można wierzyć. „Geny'' J. Fligiel

O kulisach przyznania Grand Prix Granitowej Strzały 2011 r. powiedziano już wiele. Zbyt wiele, biorąc pod uwagę, że o samej nagrodzie - tomiku Joanny Fligiel pt. Geny poczytać można właściwie tylko w posłowiu tejże książki napisanym przez Jerzego Suchanka.
Przede wszystkim podkreślił on głębię i prostotę wierszy laureatki. Trudno się z nim nie zgodzić – język autorki jest dość prosty, przystępny każdemu (choć w żadnej mierze prostacki), a opisywanym historiom można wierzyć – opowiadają o zwykłych ludziach i codziennym życiu:

„Mam dziesięć lat. Od trzech mieszkamy na fliglówce.
Fliglówkę wybudował mój tata. Jak pomnik stoi do dziś.
(…)

Jolka mieszka piętro wyżej, z bratem
i z rodzicami. Nocami przesiadujemy na korytarzu.
(…)

Nie domykamy drzwi i dlatego w naszej kuchni
mieszka mysz. Zostawiam dla nie ser, ale
i tak woli torebki z cukrem na kartki.
Życie takie już jest, zależne od tego, by
nie znaleźć się w nieodpowiednim miejscu,

w nieodpowiednim czasie. Życie nie ma szans, gdy
przebiega przed nosem taty. Tata ćwiczył palce na
sonacie. Do perfekcji opanował późny okres;
śmierć z wbitym widelcem, śmierć w krawacie, życie
w nieodpowiednim czasie i spektakularny finał.
[z: Wspomnienie w tempie rubato, str. 8]

Wspomniana Jolka jest jednym z ważniejszych bohaterów tomiku. Autorka poświęca jej cały cykl, przedstawiając jako jedną z najbliższych przyjaciółek podmiotu. W blurbie poetka przyznaje, że postać jest autentyczna, chociaż nie ma pojęcia o swoim wkładzie w rozwój historii opowiedzianej w książce. Joanna sama wkłada słowa w usta koleżanki, ale robi to w sposób bardzo autentyczny. Czytając, aż chce się powiedzieć, że każdy z nas ma w swoim otoczeniu taką Jolkę.

Poetka jednak nie poprzestaje na zapisie wspomnień i koleżeńskich dialogów. W Genach zapisane są inteligentne komentarze na tematy społeczne i polityczne. Podmiot liryczny jest wyrazisty, inteligentny i spostrzegawczy oraz ma dobrze ugruntowane, jednoznaczne poglądy.

(…)
W Polsce o świętego biją się sportowcy
z bezdomnymi, aktorzy z miłośnikami górskich
wycieczek, rolnicy z ludźmi nauki,

a Kardynał Dziwisz przewiduje,
że Jan Paweł II zostanie patronem
odzyskanej wolności, jedności i solidarności.

Powinien zostać patronem wszystkich
oszukanych, bezrobotnych i bezdomnych Polaków,
a najlepiej to wykorzystywanych w pracy.

Ponieważ jego świętość mają ogłosić 1-go Maja,
to niech święty będzie miał prawo wstawić się
u Pana Boga, tylko tak mogą mieć jeszcze
nadzieję, na zmianę losu, miliony rodzin.

Na patrona emigrujących za jakąkolwiek robotą,
choćby na zmywać albo do azbestu,
Jolka proponuje Donalda.
[z: Wyniesieni na ołtarze, str. 30]

W całym tomiku konceptualnie ważne są opozycje: tu-tam; było-jest; Jolka-ja; Peter-ja oraz odnajdywanie niezwykłości w sprawach codziennych.

Teraz to z Jolką rozmawiamy tylko przez telefon.
Ja tu, ona tam. I dlatego nie piszemy listów.
Zanim wybiorę numer, a ona podniesie słuchawkę

- jasność jak śnieg opada na istotę szarą
i przestaje się ona różnić od istoty białej,
włókien nerwowych, nieodpowiadających

za wyższe czynności mózgowe jak pisanie.
Z szymborskiego punktu widzenia, za to
może odpowiadać Peter. Człowiek przystojny

i dobry, nieznający się na poezji,
bez dzieci, ani żony, bez żadnej
kobiety, za którą by tęsknił,

świetnie gotuje, możesz mnie uszczypnąć.
Rozmawiam z Jolką o prostytucji i platformie.
W strefie białej żyje się spokojniej.
[z: O miłości szczęśliwej napisano niewiele wierszy, str. 44]

Geny Joanny Fligiel to również studium śmierci. Widzianej na własne oczy, na wskroś realnej, widzianej z bliska. Nie ma w tym patosu ani przerysowania. Jest poetycki obraz zdarzeń i emocji.
Śmierci realnej, widzianej z bliska. Oswojonej. Między zdania tych swoich monologów peelka wpisała między innymi staruszka a trumną, matkę, która umarła wcześnie i samobójcze odejście ojca. Spokojnie i bez zbędnej egzaltacji mówi:


„(…)
O wszystkim. W jednym roku

pogrzebałam czwórkę mężczyzn.
Siedzę na dywanie i głęboko
oddycham. Podobno po czterdziestu

minutach zmniejszę aktywność
prawego płata, stanę się optymistką,
przedłużę życie. Podobno, bo

czuję się tak jakby
przeze mnie Dalajlama musiał
opuścić Tybet. Zaczynam pleśnieć,
(…)
[z: Kryzys, str. 13]

Mimo wszystko podmiot tych wierszy ma w sobie jakiś rodzaj mocy. Jego historiom można wierzyć, nie są przerysowane, zduszone pseudopoetyckością. One żyją.
Wreszcie po drugie – narratorka tych poetyckich opowieści nie przegrywa ze wspomnieniami i realiami. W miarę możliwości przystosowuje się do nich. Ma świadomość mocy sprawczej słów i czynów. Mówi:

„Już nie jestem jak ten rudy szczur z podwórka.
Nie stoję pod drzwiami i nie czekam na resztki.

(…)
Przeciągam się, uśmiecham, do lustra. Narcyz
przy mnie to pryszczaty szczeniak, myślę
i piszę te swoje monologi, tato.
[z: Studium samotności, str. 12]

Zaraz potem przyznaje:

„(...)
jestem stworzona do normalności,
ale ciągnę za dużo wątków,
nie tylko w poezji, kotku.
[z: Będę się kochać, str. 40]

Śmiem twierdzić, że wątków w Genach laureatki konkursu Granitowej Strzały wcale nie jest za dużo, a książkę po prostu warto przeczytać kilka razy. 

2 komentarze:

Starsze teksty